Park rozrywki / Amusement park

Ten diabelski młyn stał się symbolem prypeckiej tragedii. Tymbardziej, że nigdy nie został on komercyjnie (tudzież propagandowo) użyty. Dopiero co go ukończyli, parę dni przed katastrofą przeszedł testy. Funkel nówka, nieśmigany! Ciekawe, kiedy uroczyste otwarcie…


This  Ferris wheel became a symbol of Pripyat’s tragedy. Especially since it was never commercially (better still, propagandistically) used. It had been just finished, a few days before the disaster it had passed the tests. Spanking new! I wonder when the grand opening will take place…

При́п’ять

Po naszemu Prypeć. Przypuszczalnie największe, a napewno najbardziej znane opuszczone miasto na świecie, chociaż tego tak na dobrą sprawę nie widać. Wszędzie las – tylko najbliższy budynek od czasu do czasu się pokaże między drzewami. Szerokie ulice zmieniły się z czasem w ciasne dróżki. Przewodnik powiedział, że kiedyś autobusami jeździli na wycieczki. Teraz, tylko busiki. Matka natura odbiera co jej, żadnymi wypadkami i skażeniami się nie przejmuje.

W Prypeci było wszystko – szkoły, szpital, więzienie, centrum kultury, basen, wesołe miasteczko, elektrownia atomowa, co by tylko sobie człowiek zażyczył. Zbudowane jako pokazowe miasto i w sumie wciąż takim jest, tylko z innych przyczyn niż początkowo zakładano.

A w budynkach? Klimat jest, co tu wiele gadać. Szkoda tylko, że wszystko tak zniszczone. Po rozpadzie ZSRR nikt tego nie pilnował to złomiarze i wandale wzięli się do roboty. Chociaż z drugiej strony, gdzie indziej znajdziecie pianino w szybie windy?

Ze względu na ilość zdjęć zrobię kilka postów, wkrótce się ukażą.


In English – Pripyat. Probably the biggest and definitely the most famous ghost town in the world. Although you cannot really see it when you are there – forest all around you. Only now and again some building shows between the trees. Wide roads changed into narrow, single lanes. The guide said they used to go there by coach, now only small vans fit. Mother nature takes back what’s hers and does not care about accidents, radiation or what have you.

In Pripyat there is everything – schools, hospital, prison, cultural centre, swimming pool, amusement park, nuclear power station, whatever one might wish. It was a showcase and well, it still is, just for different reasons then those originally assumed.

And inside the buildings? Well, what to say, very eerie. It is a pity though things got so destroyed. After USSR fell apart no one was minding the place, so scrap collectors and vandals made themselves busy. On the other hand, where else can you find a piano inside a lift shaft?

I took a lot of pictures, so there will be more posts, coming soon.

 

The Zone

Strefa zamknięta wokół elektrowni Czarnobyl ma promień około 30km. Najbardziej znanymi miejscami są Prypeć no i sama elektrownia. Rzecz jasna znajduje się tam wiele innych ciekawych miejscówek, z radarem Duga na czele. Jest to obszar opuszczony, tak, ale nie do końca. W miasteczku Czarnobyl (15km od elektrowni) mieszka na stałe około stu osób, ale tymczasowo nawet do trzech tysięcy. Głównie robotnicy pracujący przy oczyszczaniu strefy.

Klimat jest tam bardzo specyficzny. Niby wszystko ok (tylko trochę pusto). Drzewa rosną, ptaki latają, ryby w jeziorze obok elektrowni mają się wyjątkowo dobrze (nikt ich nie łowi, nie wiedzieć czemu…). Ale co jakiś czas stoi przypomnienie gdzie jesteśmy w postaci znaku ostrzegającego przed promieniowaniem. W tym momencie człowiek zdaje sobie sprawę, że wcale tu tak ok nie jest i cieszy się, że przewodnik przyniósł ze sobą licznik Geigera… Aczkolwiek mi taki klimat jak najbardziej odpowiada 🙂


The zone around Chernobyl power plant has around 30km radius. The most famous places are Pripyat and the power plant itself. Nevertheless there are many more interesting places there, with the Duga radar being a prime example. The area is abandoned, but not completely. In the town of Chernobyl (about 15km form the plant) around a hundred people live permanently, but there are up two three thousand temporary inhabitants. Mainly labourers working towards cleaning the whole place up.

The atmosphere, as one might assume, is very specific. Things seem fine (just bit empty). Trees grow, birds fly, fish are particularly well in the lake close to the power plant (for some reason, nobody fishes them…). But every now and again you can see a clear reminder of where you are, the radiation sign. Whenever that happens one realises that it is not as ok as it seems and is happy that the guide brought the Geiger meter… Nevertheless I do enjoy this atmosphere 🙂

Zdrowaśki

Sarkofagi

Tak, w liczbie mnogiej. Trafiliśmy na moment kiedy obydwa stoją obok siebie. Za kilka miesięcy nowy, prawie ukończony, zostanie nasunięty na stary, zakrywając raczej nieprzyjemny symbol współczesnej historii. Ale tylko symbol – konsekwencje tej katastrofy będą odczuwalne jeszcze długie lata. Rząd Ukrainy planuje oczyścić i otworzyć strefę zamkniętą w roku 2065. Ponoć jest to plan bardzo ambitny…

Nowy sarkofag jest ogromny, zapewne technicznie bardziej zaawansowany i krótko mówiąc lepszy. Ale ten stary… To jest niesamowite, że oni postawili tę konstrukcję w pół roku, szczególnie w takich warunkach. Ponadto projekt był rysowany praktycznie  rzecz biorąc na biężąco. Przy projektowaniu elektrowni atomowych nie zakładano ich wybuchów i nie projektowano gigantycznych osłon na takie okoliczności – ciekawe, czy robi się to teraz. Przyjrzyjcie się temu staremu sarkofagowi. Wyobraźcie sobie, że robotnicy stawiali go kawałek po kawałku ze świadomością, że jakieś ustrojstwo zza ściany powolutku ich wyniszcza – chociaż nikt za bardzo nie kwapił się im powiedzieć, co to tak właściwie jest…


Yes, plural. There are two of them at the moment. The new one, nearly finished, will cover the old one, hiding a rather unpleasant symbol of recent history. Just a symbol though, the consequences of this catastrophe will still be felt for years to come. Ukrainian government has plans to clean up and open the closed zone in 2065. Apparently this plan is very ambitious.

The new sarcophagus is huge, surely more advanced and better for the role than the old one. But the old one… What a piece of engineering. It is incredible they built it in six months, given the conditions they were in. And, on top of that, the design was practically improvised. While designing nuclear power plants they did not assume they will blow, hence they did not draw huge covers for them in case of such event. Hmm, I wonder if they do it now. Have a close look at the old sarcophagus. Imagine the workers building it piece by piece with the awareness that something ominous is killing them slowly from behind the wall – just no one bothered to tell them what it was exactly…

Duga. Part two – brain.

Pinky: Móżdżku, co będziemy robić dziś w nocy?
Mózg: Dokładnie to samo co robimy każdej Pinky, opanowywać świat!”

Heh, brakowało im tylko porządnego centrum dowodzenia. Takiego z modelem Ziemi, superszybkim komputerem, dużą halą z wielkim ekranem, na którym co chwilę aktualizowane byłoby położenie… czegokolwiek, zależnie od tego jakie dane byłyby im w danej chwili potrzebne do skutecznego opanowywania świata! A najlepiej gdyby jeszcze mieli gigantyczny radar do owego centrum dowodzenia podłączony.

Tak mi się jednostka kontrolna skojarzyła właśnie, szczególnie na widok tego modelu Europy i całych pięter z tranzystorami, które razem składały się na komputer o mocy obliczeniowej zbliżonej, jak mniemam, do tego noszonego przez większość z nas w kieszeni spodni.

Pozdrowieni,


Pinky: Gee, Brain, what do you want to do tonight?
Brain: The same thing we do every night, Pinky – try to take over the world!”

Heh, all they were missing was a proper control centre. The one with a model of the Earth, a supercomputer, a great hall with a huge screen on which every second they could update… well, whatever data they needed at the time in order to take over the world successfully! It would have been best if they had a gigantic radar connected to it as well.

That was how I associated this control centre, especially with the model of Europe and whole floors of transistors which all together made a computer with a computing power nearing,  I reckon, those that most of us carry in their pocket nowadays.

Pozdrowieni,

Duga. Part one – body.

Tak się nazywa najbardziej niesamowita konstrukcja jaką w życiu widziałem. Zbudowana przez Rosjan w czasach gdy Rosja i Stany traktowali ich gierki o dominację nad światem całkiem, żeby nie powiedzieć zbyt, poważnie. To jest niepojęte ile wysiłku, myśli technicznej i środków ładuje się w tego typu przedsięwzięcia. I jak łatwo można o nich zapomnieć.

Duga to radar pozahoryzontalny. Ponad 100 metrów wysoki i jednocześnie wkopany 50 metrów w ziemie. Dobrze przemyślana konstrukcja, przepięknie symetryczna i w bardzo dobrym stanie, mimo że nikt jej nie dogląda od minimum dwóch dekad. Ponoć zamknęli ją tuż po tym jak zaczęła poprawnie działać (przedtem jej silny sygnał zakłócał komunikację na swej drodze – wyobraźcie sobie pilotowanie samolotu na ślepo). Dlaczego? Podejrzewam, że podupadanie ZSSR oraz jedna z największych katastrof nuklearnych  w historii miało na to niebagatelny wpływ.

Mieliśmy przyjemność zwiedzać to miejsce sami, całość dla nas. Byliśmy tam tylko trzy godziny, chociaż ja bym potrzebował minimum całego dnia żeby porządnie pobawić się aparatem (może następnym razem). To jest część pierwsza, wkrótce druga.

Zdrowaśki,


That is the name of the most amazing structure I have ever seen. Built by the Russians when USSR and USA were at the top of their world domination game. It is amazing how much resources and thought can be put into projects like this. And how easily they can be forgotten.

Duga was an over-horizon radar. It’s over 100 metres high and goes 50 m into the ground (according to our guide). The structure is well thought, beautifully symmetrical and still in very good shape despite being abandoned for at least two decades. Apparently they closed it just after making it work correctly (initially its strong signal jammed all communications on its way. Imagine flying a plane blind). Why did they do that? I guess the decline of Soviet Union combined with one of the biggest nuclear disasters helped to convince them.

We were lucky enough to be alone on the structure, just five of us. We were there only about three hours, while for me, especially with the camera it is a trip at least for a day! (maybe next time). This is part one, part two coming soon.

Zdrowaśki,