Private graffiti

Trochę mi się za dużo zdjęć ostatnio napstrykało w zamku Łapalicach, więc (cudzą) stronę artystyczną prezentuję osobno 🙂


I have gone a bit too far with the shutter count in castle in Łapalice, so I present the artistic side (of other people) separately 🙂

 

Private castle

W końcu wybrałem się do Łapalic. Znajduje się tam niedokończony zamek (lub pałac?), tudzież, gdyby się kierować oficjalnymi wpisami, willa. Dokładnych okoliczności budowy i jej zaprzestania nie jestem pewien, więc nie chcę wprowadzać w błąd. Fajne zamczysko, większy to kompleks niż się spodziewałem. Kilka połączonych ze sobą budynków, dużo pięter, okien – nic dziwnego, że paintbolowcy chętnie tam zaglądają. Podczas mojej wizyty było morko, więc sobie odpuściłem, ale widać, że po dachach też da się pohasać. Muszę przyprowadzić jednego kolegę, któremu szczególnie się tego typu przygody podobają 😉


Finally I managed to get to Łapalice. There is an unfishided castle (palace?) there or, if you check building permisions, a regular willa. I am not certain of the circumstances in which the construction started and stopped, therefore I do not want to mislead anyone. It’s a proper structure, much grander than I expected. A number of connected buildings with many floors and windows – no wonder that paintballers took a particular liking to this spot. It was wet during my visit hence I passed it, but you can see that you can wander on the roofs as well. I need to bring a friend, who finds this kind of attraction particularly exhilarating 😉

Zdrowaśki, Długas

The Filling Station

Wyobraźcie sobie. Jedziecie na wycieczkę, zwiedzić południowego sąsiada. Żeby było ładniej wybieracie bardzo malowniczą trasę, niech to będzie A68. Przekraczacie granicę. Po kilku minutach ukazuje się Wam pierwsza zabudowa odwiedzanej nowej krainy – poniższa stacja benzynowa. Ja osobiście bym nie narzekał, bo lubię opuszczone miejsca. Tylko wyobrażam sobie ilu wędrowców zwątpiłoby w swój plan podróży i szybciutko zawróciło do Szkocji. I dobry byłby to wybór gdyby mieli mało benzyny, bo następna stacja na A68 znajdowała się 80km dalej!


Imagine. You are going for a trip, to visit the southern neighbour. And you choose a beautiful, picturesque route, let’s call it A68. You cross the border. After a few minutes you see the first settlement of the new land – the petrol station below. I personally would not complain as I love abandoned places. I just imagine how many travellers would rethink their itinerary i quickly turn back to Scotland. And if they had little petrol it would have been a very good choice, as the next petrol station on A68 was 80km further!

 

Chimneys

Udało nam się wejść na jeden dach, więc trzeba było trochę udokumentować te wszystkie edynburskie kominy 🙂


We managed to sneak onto a roof, so I had to document all of them Edinburgensian chimneys 🙂

Forth Bridge

Kiedy byłem dzieckiem mama podarowała mi książkę z serii “Co i jak?” pod tytułem “Mosty”. Na stronie 31-szej znajdował się opis mostu przez zatokę Firth of Forth w Szkocji. Urzekł mnie swoją nietypową konstrukcją i rozmachem. Od tego czasu zawsze chciałem go zobaczyć. Fajnie czasem spełniać marzenia 🙂


When I was a kid my mum bought me a book called “Bridges” under “What and how?” series. On the 31st page there was a descritpion of a bridge crossing the Firth of Forth bay in Scotland. It enchanted me with its unconventional structure and scale. Since then I always wanted to see it. Nice to fulfil dreams every now and again 🙂

Spices

Wytargałem ostatnio z szafy sprzęt do makro, co by się człowiek nieco pobawił. Ale czemu by się tu przyjrzeć? Po krótkiej sondzie wziąłem się za kuchnię 🙂


I recently dug out my macro gear just to play a wee bit. But what should I look at? After brief scouting I took to the kitchen 🙂

Abbot’s Cliff sound mirror

Zastanawiacie się czemu ta konstrukcja miałaby służyć? Wygląda trochę jak talerz satelitarny, nie? No prawie. Powiedzmy, że to jest przodek radaru. Gdzie zamiast opierać się na falach radiowych, opierał się na tych akustycznych. Jako, że nikt jeszcze nie wpadł na pomysł z radarem, ludzkie ucho musiało wystarczyć… z lekką pomocą tej wielkiej “małżowiny”. To jest lustro dźwiękowe, o ile dobrze tłumaczę, które wzmacniało dźwięki nadchodzące od morza i koncentrowało je w jednym punkcie naprzeciwko siebie. I w tym właśnie punkcie na stołku siedział koleś cały dzień (lub noc) i nasłuchiwał. Fajna, robota, nie?


Are you wondering what was this structure’s purpose? It looks a bit like a satellite dish, right? Well, almost. Let’s say it is the predecessor of radar. Just instead of relying on radio waves, it relied on the acoustic ones. No one invented the radar yet, so human ear had to make do… with a little bit help of this huge “earlobe”. This sound mirror increases any sounds coming from the sea and concentrates them in one spot in front of it. In that exact spot there used to be a guy sitting and listening all day (or night). Nice job, right?

Zdrowaśki, Długi