Let there be light

Lubię ciemność. Zawsze lubiłem. Nie mam na myśli tej totalnej, chociaż jej doświadczenie może zagwarantować niezapomniane przeżycia. Z punktu widzenia fotografa wolę jednak kiedy pojawi się gdzieś światło, w imię urozmaicenia krajobrazu. Gwiazdy spełniają tę rolę doskonale, lecz zupełnie bezchmurne niebo należy do rzadkości (tak, nawet we Włoszech). Na szczęście występuje w naturze jeszcze inne zjawisko, które znakomicie zaspokaja mój apetyt.


I like darkness, I always have. I do not mean the total one, however experiencing it might guarantee some unforgetable memories. From the point of view of a photographer however I prefer if a light appears somewhere, just to diversify the landskape wee bit. Stars fit in this role perfectly but a completely clear sky is rather rare (yes, also in Italy). Luckily there is another occurance in nature, which fulfills my apetite brilliantly.

Zdrowaśki, Długas

Porto Venere

Jeśli ktoś ma ochotę zajrzeć mieszkańcom Porto Venere w okna.


If someone wishes to peek in people’s windows in Porto Venere.

Zdrowaśki, Długas

 

Night out

– Chodź na spacer.

– Nie, no nie można przecież, epidemia jest. Będzie choroba albo mandat.

– No co ty, dawaj, idziemy.

– Jak już musisz to idź się poszwędać po ogrodzie.

I tak oto wypuściłem aparat na ogród, żeby się nieco rozruszał. Nie było go całą noc i rano wrócił z czymś takim.


– Come for a walk.

– But we can’t, there is an emergency. We will catch either a virus or a ticket.

– Come on, mate, let’s go.

– Since you really have to, go outside to wander around the garden.

This is how I let my camera go for a strall in the garden.It was gone all night and came back with this.

Apuan walks

Po krótkiej przerwie wracam z kilkoma zdjęciami z mojej (prawie) nowej okolicy. Mam wrażenie, że wraz z sezonem pojawi się więcej fotek z gór 🙂


After a short break I recomence with a few pictures from my (almost) new neighbourhood. I have a feeling that with the upcoming season there will be more photos from the mountains 🙂

Zdrowaśki, Długas

Forth Bridge

Kiedy byłem dzieckiem mama podarowała mi książkę z serii “Co i jak?” pod tytułem “Mosty”. Na stronie 31-szej znajdował się opis mostu przez zatokę Firth of Forth w Szkocji. Urzekł mnie swoją nietypową konstrukcją i rozmachem. Od tego czasu zawsze chciałem go zobaczyć. Fajnie czasem spełniać marzenia 🙂


When I was a kid my mum bought me a book called “Bridges” under “What and how?” series. On the 31st page there was a descritpion of a bridge crossing the Firth of Forth bay in Scotland. It enchanted me with its unconventional structure and scale. Since then I always wanted to see it. Nice to fulfil dreams every now and again 🙂

Dover

Proszę bardzo – cały port w Dover. Duże ustrojstwo, ale w sumie nie ma się co dziwić – w końcu brama do Europy. Jakoś tak spokojnie się wydawało…


Introducing the complete Dover Harbour. Huge complex but no surprise there – it is the gate to Europe in the end. Seemed rather quiet…

Zdrowaśki, Długas

 

Corsica’s hillside

 

Korsyka jest ogólnie bardzo piękna gdziekolwiek się nie pójdzie, cóż za konsekwencja. Poniżej widok z pewnego hotelu we wiosce w górach. Polecamy Korsykę 🙂


Corsica is generally very beautiful wherever you go and the countryside only confirms this rule. Corsica is very consistent. We stayed in this cozy hotel in a small village with a view on the other village opposite us. Go to Corsica 🙂

Merthyr Mawr

Merthyr Mawr to rezerwat przyrody w Walii gdzie przypadkiem wylądowaliśmy szukając odrobinki spokoju. No i znaleźlismy! Nawet pogoda nam nie przeszkadzała. Momentami padało naprawdę mocno, ale widoczki i kolory po deszczu nagrodziły z nawiązką odrobinę wilgoci. Spotkaliśmy też fajnego gościa po drodze 😉


Merthyr Mawr is a nature reserve in Wales where we have landed by chance a few months back when looking for a bit of tranquillity. And did we find it indeed. Even the weather did not bother us. Well it did rain very hard at times but after the rain it was all very picturesque. We also met a cool guy on the way 😉

Zdrowaśki, Długas

Beduin camp

Kolejna próba sfotografowania gwiazd. Scenerią mnie obdarowano znakomitą. Cisza, spokój, mnóstwo gwiazd i pełnia księżyca, która doskonale oświetliła mój obiekt. Miałem na pustyni trzy podejścia, oto pierwsze z nich. Na dole widać nasz obóz a ta skała generalnie sprawia wrażenie, że zaraz się na ten obóz zapadnie!

Drugie podejście okazało się katastrofą ze względu na totalny brak ogarnięcia fotografa 😛 Nad trzecim jeszcze nie zasiadłem, więc wciąż czekam na wyrok…


Another approach to photographing the stars. I was blessed with a great scenery. Peace and quiet, lots of stars and full moon which lit my object perfectly. I took three pictures during my recent trip to the desert and this is the first one. You can see our camp at the bottom and this huge rock does indeed look as it is going to fall on it any moment.

Second approach was a self-inflicted complete disaster while I did not have a proper sit down with the third yet, so the sentence is still looming.

Zdrowaśki, Długas

 

The Lost City

Pewnego dnia w Jordanii postanowiliśmy zejść z utartego szlaku i podążyć pewną dobrze zapowiadającą się ścieżką. Wkrótce wybór okazał się nadwyraz trafny. Otóż poprowadziła nas w niesamowity, ciasny kanion. Robiło się coraz ciekawiej, a zarazem ciemniej. Ani żywej duszy, kanion się zwężał. Czasami się zastanawialiśmy, czy uda nam się w ogóle przecisnąć. Jednak postanowiliśmy brnąć dalej z nadzieją na jakąś nagrodę. Znowóż dobry wybór. W końcu zza pewnego zakrętu ukazała się nam wielka, w skale rzeźbiona świątynia, niczym z Indiana Jonesa! Szczeny musieliśmy chwilę zbierać tylko po to, żeby znowu je o glebę cisnąć. Okazało się, że ta świątynia to tylko początek całego miasta wykutego w skałach! Cóż za odkrycie!

No dobra, może trochę przesadziłem. To jest Petra, jest na Unesco, ma dużo turystów i drogi wjazd. Ale i tak zajebiście!


One day in Jordan we decided to step off the beaten track and venture along that promising path. It soon proved to be a very good choice. The path led us down an incredible, narrow canyon. It was getting deeper and gloomier – all the more interesting. Not a soul around, the canyon kept getting narrower to the point that we sometimes wondered if we could squeeze through. We decided to carry on in hope to find something amazing. And did we indeed! Just after one corner a huge temple carved in rock appeared just in front of our eyes. It looked like the one from the Indiana Jones movie. It took us a while to recover, only to be put in state of shock again when we found that this was just an entry gate to a whole, rock-carved, ancient city. What a discovery!

Fine, ok. I might have exaggerated a bit. This is Petra, it is Unesco-listed, there is a lot of tourists and hefty entrance fee. Still, it’s bloody amazing!

Zdrowaśki,

Długas