Merthyr Mawr

Merthyr Mawr to rezerwat przyrody w Walii gdzie przypadkiem wylądowaliśmy szukając odrobinki spokoju. No i znaleźlismy! Nawet pogoda nam nie przeszkadzała. Momentami padało naprawdę mocno, ale widoczki i kolory po deszczu nagrodziły z nawiązką odrobinę wilgoci. Spotkaliśmy też fajnego gościa po drodze 😉


Merthyr Mawr is a nature reserve in Wales where we have landed by chance a few months back when looking for a bit of tranquillity. And did we find it indeed. Even the weather did not bother us. Well it did rain very hard at times but after the rain it was all very picturesque. We also met a cool guy on the way 😉

Zdrowaśki, Długas

Advertisements

Phone booth

Pamiętacie czasy, gdy nie było jeszcze telefonów komórkowych? I te momenty, kiedy trzeba było zadzwonić, ale…


Do you remember the times without mobile phones? And those moments when you had to make a call, but…

Beduin camp

Kolejna próba sfotografowania gwiazd. Scenerią mnie obdarowano znakomitą. Cisza, spokój, mnóstwo gwiazd i pełnia księżyca, która doskonale oświetliła mój obiekt. Miałem na pustyni trzy podejścia, oto pierwsze z nich. Na dole widać nasz obóz a ta skała generalnie sprawia wrażenie, że zaraz się na ten obóz zapadnie!

Drugie podejście okazało się katastrofą ze względu na totalny brak ogarnięcia fotografa 😛 Nad trzecim jeszcze nie zasiadłem, więc wciąż czekam na wyrok…


Another approach to photographing the stars. I was blessed with a great scenery. Peace and quiet, lots of stars and full moon which lit my object perfectly. I took three pictures during my recent trip to the desert and this is the first one. You can see our camp at the bottom and this huge rock does indeed look as it is going to fall on it any moment.

Second approach was a self-inflicted complete disaster while I did not have a proper sit down with the third yet, so the sentence is still looming.

Zdrowaśki, Długas

 

Tereska-Japański Enduro Team

Z przyjemnością prezentuję Tereska-Japański Enduro Team! Możecie ich spotkać zarówno na treningu gdzieś głęboko w plenerze podbijających coraz trudniejsze przeszkody jak i śmigających stanowczo za szybko (z laickiego punktu widzenia) na zawodach. Nie miałem jeszcze zaszczytu im kibicować, ale z chęcią się wybiorę z moim okiem na następny turniej. Tymbardziej, że fotograficznie czuję niedosyt. Następnym razem się lepiej przygotuję ale i przydałoby się więcej światła (czyt. budzik…). Mam nadzieję, że obędzie się też bez błota na obiektywie 😉

Szkoda, że jeden zawodnik się pokłócił ze swoim rumakiem. Ale widziałem, że już się pogodziliście i dalej żwawo śmigacie po bezdrożach 🙂


It is my great honour to introduce Tereska-Japański Enduro Team! You can meet them either somewhere deep in the wilderness conquering more and  more difficult obstacles or riding by far too fast (from an outsider point of view at least)  on a tournament. I did not have the pleasure to see them live in a competition yet but I definitely wish to witness it with my eye. Especially since I feel unsatisfied photographically, I need to be better prepared next time! Some more light would be useful as well (namely an alarm clock). I hope we will skip the “mud on the lens” part next time as well 😉

Pity that one member had a bit of a misunderstanding with his stallion. But I found that they came to an agreement since then and keep on challenging local terrain.

Zdrowaśki,

Długas

 

 

Desert wildlife

Niby pustynia, a jednak jest trochę zwierzaczków. Poza tymi poniżej jest też dużo ptaków, w górach są kozice (nie mieliśmy przyjemności), widzieliśmy też pustynnego lisa. Niestety nie czuł się zbyt dobrze, więc ze względu na szacunek dla zmarłych nie zamieszczam tu jego zdjęcia.


Although a desert, there are some animals. Besides those below there are birds flying around, mountain goats (we haven’t had the pleasure), we also saw a desert fox. Unfortunately he was not doing very well and out of respect for the dead I will not post its picture here.

Zdrowaśki

The Lost City

Pewnego dnia w Jordanii postanowiliśmy zejść z utartego szlaku i podążyć pewną dobrze zapowiadającą się ścieżką. Wkrótce wybór okazał się nadwyraz trafny. Otóż poprowadziła nas w niesamowity, ciasny kanion. Robiło się coraz ciekawiej, a zarazem ciemniej. Ani żywej duszy, kanion się zwężał. Czasami się zastanawialiśmy, czy uda nam się w ogóle przecisnąć. Jednak postanowiliśmy brnąć dalej z nadzieją na jakąś nagrodę. Znowóż dobry wybór. W końcu zza pewnego zakrętu ukazała się nam wielka, w skale rzeźbiona świątynia, niczym z Indiana Jonesa! Szczeny musieliśmy chwilę zbierać tylko po to, żeby znowu je o glebę cisnąć. Okazało się, że ta świątynia to tylko początek całego miasta wykutego w skałach! Cóż za odkrycie!

No dobra, może trochę przesadziłem. To jest Petra, jest na Unesco, ma dużo turystów i drogi wjazd. Ale i tak zajebiście!


One day in Jordan we decided to step off the beaten track and venture along that promising path. It soon proved to be a very good choice. The path led us down an incredible, narrow canyon. It was getting deeper and gloomier – all the more interesting. Not a soul around, the canyon kept getting narrower to the point that we sometimes wondered if we could squeeze through. We decided to carry on in hope to find something amazing. And did we indeed! Just after one corner a huge temple carved in rock appeared just in front of our eyes. It looked like the one from the Indiana Jones movie. It took us a while to recover, only to be put in state of shock again when we found that this was just an entry gate to a whole, rock-carved, ancient city. What a discovery!

Fine, ok. I might have exaggerated a bit. This is Petra, it is Unesco-listed, there is a lot of tourists and hefty entrance fee. Still, it’s bloody amazing!

Zdrowaśki,

Długas

The Desert Train

Jak sięgam pamięcią zawsze miałem pociąg do pociągów. Opuszczone miejsca też już od dłuższego czasu mnie fascynują. A opuszczony pociąg, w dodatku na pustyni? Miodzio! Na takie oto cudo natrafiliśmy przypadkowo w Jordanii. Szkoda, że akurat zajechał autobus z japońskimi turystami, ale nic to. Klimacik i tak był. Tymbardziej, że nas powitała rodzinka przesłodkich zwierzątek.


As far as my memory reaches I always had a thing for trains. Abandoned places also fell into my radar quite a while ago. And an abandoned train? In the middle of the desert? What a treat! Which is what we accidentally found during our trip in Jordan. A bit of a pity that at around the same time a Japanese tourist bus arrived. It did not ruin the whole experience though. It was 🙂 Especially since we were greeted by a family of sweet animals.