The Desert Train

Jak sięgam pamięcią zawsze miałem pociąg do pociągów. Opuszczone miejsca też już od dłuższego czasu mnie fascynują. A opuszczony pociąg, w dodatku na pustyni? Miodzio! Na takie oto cudo natrafiliśmy przypadkowo w Jordanii. Szkoda, że akurat zajechał autobus z japońskimi turystami, ale nic to. Klimacik i tak był. Tymbardziej, że nas powitała rodzinka przesłodkich zwierzątek.


As far as my memory reaches I always had a thing for trains. Abandoned places also fell into my radar quite a while ago. And an abandoned train? In the middle of the desert? What a treat! Which is what we accidentally found during our trip in Jordan. A bit of a pity that at around the same time a Japanese tourist bus arrived. It did not ruin the whole experience though. It was 🙂 Especially since we were greeted by a family of sweet animals.

Southwark Bridge

Jeden z mniej znanych, a moich ulubionych londyńskich mostów. Pewnie dlatego, że nie ma na nim takiego ogromnego ruchu i zdaje się być względnie spokojny. Fajny z niego widoczek na City ale też w drugą stronę. Chociaż to akurat macie praktycznie z każdego mostu w okolicy.


One of my favourite London bridges. Probably because there traffic is not that heavy and it seems to be fairly tranquil. There is a nice view on the City, as from any bridge in the area.

Zdrowaśki,

Planespotting

This it what happens when there is a large airport not far away. Especially if there is a road passing just next to the runway 🙂


A 1,000 years long gig!

Hmm, może nie od razu koncert, ale rzeczywiście ma się odbywać przez tysiąc lat! Zaaranżowany przez ludzi, odtwarzany przez komputer. Już od siedemnastu lat gra sobie jabłuszko na tybetańskich “śpiewających półmiskach” i ani mu przez myśl nie przeszło przestać (bo nie myśli?). Ponoć melodia nigdy się nie powtórzy w ciągu całego tysiąclecia. We wschodnim Londynie jest mała latarnia gdzie można sobie tej muzyki posłuchać, z przyjemnym widokiem na rzekę. Po więcej informacji wyszperajcie sobie “longplayer”.


Well, maybe a “gig” is a bit of an exaggeration, however a thousand years is not! Arranged by humans but performed by machine. The computer has been playing them Tibetan “singing bowls” continuously for seventeen years now and it does not think of stopping (because it does not think?). Apparently the melody will not repeat itself throughout the millennium. You can enjoy it in an East London lighthouse, with a nice view over the river. For more information check out “longplayer”.

Zdrowaśki,

 

 

Under the Bridge

Ahh, cisza i spokój. Małe, przyjemne miasteczko w Exmoor, a w nim ten średniowieczny, kamienny most. Fajny klimacik, można się odprężyć. I jeszcze woda była na tyle uprzejma, że pozwoliła mi się poszwędać pod spodem 🙂


So peaceful and quiet. A small, pleasant town in Exmoor, and its medieval stone bridge. Very relaxing. Especially since the water was kind enough to allow me to wander underneath.

 

 

Barbican

Przyjemnie czasami sobie zadumać, jakie ludzie z przeszłości mieli spojrzenie na przyszłość. Bardzo ciekawą koncepcją jest londyński Barbican, ukończony w latach 70-tych ubiegłego wieku. Przechadzając się między jego budynkami można się poczuć jak w starym filmie science fiction o utopijnym zacięciu, “Brazil” będący moim ulubionym skojarzeniem.

Jest to kompleks bardzo specyficzny, nie wiem czy gdzieś jeszcze realizowano takie projekty na taką skalę – może ktoś coś kojarzy? W każdym razie dobrze, że nie ma ich zbyt wiele, bo stałyby się zwykłą, nudną codziennością…


Sometimes it is nice to have a look at how future was supposed to look according to people from the past. A very interesting concept is the Barbican in London, completed in the 70-ties. While walking between the buildings you might feel like in an old science fiction movie, “Brazil” being my favourite association.

It is a very specific complex, I am not aware of any other projects like that came to realisation in such a scale – any other examples, anyone? Still, it is good they were not many as they would have become just a part of boring, daily routine…

Zdrowaśki,

 

 

 

Molino de la Albolafia

Kolejne przypadkowe znalezisko. Stary młyn wyczajony z mostu w Cordobie. Dopiero później się dowiedzieliśmy, że zbudowano go w średniowieczu i że w ogóle się nazywa jakoś… No i że prowadzi do niego ścieżka, co by mógł się człowiek z bliska odrobinę przyjrzeć 🙂


Another accidental discovery. We saw it when passing a roman bridge in Cordoba. Well, we could see straight away it was an old watermill, but only later we found out that it has a name and was built in medieval times. Also, that there is a path leading to for us to have a closer look 😉

Zdrowaśki,

Abandoned observatory

Hmm, w sumie to nie do końca. Miało być “abandont”. Tymczasem okazało się na miejscu, że zostało “odabandontnięte”.

Poniższe obserwatorium zostało zdubowane około roku 1900 w górach Sierra Nevada, opuszczone w latach 70-tych i ponownie zagospodarowane na użytek Uniwersytetu w Granadzie jakoś względnie niedawno (widziałem post z 2012 roku, na którym było w stanie przepięknie opuszczonym). No cóż, spóźnilismy się na stary Caminito Del Rey, nie zdążyliśmy też na obserwatorium. Przynajmniej byliśmy konsekwentni 🙂

Tak czy owak, jak ktoś będzie w okolicy (zazwyczaj tą okolicą jest Granada) to serdecznie polecam, bo widoczki cudowne, jak to w górach, a to obserwatorium dodaje sporo uroku.


Actually it is not exactly like that. It was supposed to be abandoned, meanwhile it got unabandoned at some point.

This observatory was built around 1902 in Sierra Nevada range, deserted in 70’s and then adapted again for the needs of University of Granada somehow recently (I saw a post from 2012 when it was in a beautifully abandoned state). Well, we were both late for Caminito Del Rey and also missed the observatory. At least we were consequent 🙂

Nevertheless, whoever shall be in that area (that usually being Granada) I highly recommend to go and have a walk around. These are still beautiful mountains and the observatory certainly adds charm.

Zdrowaśki,

 

Caminito Del Rey

Już ładnych parę lat się czaiłem na ten spacerek. Zobaczyłem kiedyś na necie jak jakiś wariat przeszedł cały stary szlak bez zabezpieczeń i od tego czasu mi się marzył. W końcu udało się zebrać, kumpla zgarnąć i wio. Wspomniałem “stary” szlak, bo w międzyczasie zbudowali nowy. Ładny, bezpieczny, płatny – słowem, skomercjonalizowany. Ogólnie rzecz biorąc to fajnie – niech sobie zarobią, niech więcej ludzi to cudo zobaczy. Ale, kurde, chciałem się przejść oryginalnym szlakiem!

W każdym razie, i tak super miejsce. Widoczki nieziemskie, co rusz widać resztki starego szlaku. Klimacik jest. Polecam!


I was travelling there in my thoughts for a few years now. I saw online some crazy chap doing the whole old path without a rope and dream about the place ever since. Finally I got a chance, grabbed a friend and we went. I mentioned “old” path because in the meantime they’ve built a new one. Pretty, secure, paid – commercialised in one word. In general it is good – they will make some money, more people will get to see this brilliant spot. But, damn it, I wanted to walk the original one!

Nevertheless, it is amazing anyway. Unearthly views, you can see parts of old path every few meters. It does the trick – highly recommended!

Zdrowaśki, Długas

Ronda – Puente Nuevo

Kolega usłyszał, że w Rondzie ładnie, to padło hasło: “Jedziemy!” Dojechaliśmy, zalogowaliśmy się w noclegowni i zaczęlismy się szwędać. Ładna mieścina. Taka, dajmy na to, typowa, ale nic specjalnego. Do czasu! Gdy z za zakrętu wyłonił się poniższy most chwilę mi zajęło, żeby szczękę pozbierać z podłogi. Niesamowite robi wrażenie! Obejrzeliśmy go z każdej możliwej strony. Pozostało nam tylko wejść do środka no i polatać nad nim – następnym razem 🙂


My friend heard somewhere that Ronda is pretty so we went to have a look at what the fuss was about. We arrived, logged into the accommodation and started wandering around. Nice town indeed, let’s call it “typical” but nothing too special. Until the bridge appeared from around the corner. I spent a moment to collect my jaw. It is truly flabbergasting! We explored it from every available angle. What is left for us to do is entering the structure and flying above it – next time 🙂

Zdrowaśki,